poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Pokaż kotku, co masz w środku - My Geek Box Kwiecień 2016 UNBOXING

Jakiś czas temu z nudów szperałem sobie w "internetach" i trafiłem na subskrypcję boxów dla geeków. Do wyboru jest ich mnóstwo - bardziej komiksowe, bardziej popkulturowe, o tematyce gier komputerowych itp. Po obejrzeniu kilku(nastu, a może i dziesięciu) unboxingów, wybór padł na My Geek Box. W sumie nie zdecydowała zawartość, a wartość. Ten był najtańszy, więc zamówiłem na próbę. Do wyboru są trzy opcje walutowe - euro, dolar i funt. Najlepszy przelicznik jest w dolarach - w przybliżeniu ok. 55 zł. Jest to cena promocyjna przy pierwszym zamówieniu. Z punktu widzenia Polaka jest to najbardziej sensowne rozwiązanie, bo wysyłka jest z Anglii, więc kosztuje dużo mniej niż boxy wysyłane z USA.



Sprawa jest prosta - co miesiąc pojawia się motyw przewodni, z którym związana jest zawartość paczki. W pudełku znajdziemy od czterech do siedmiu gadżetów, których szacowana wartość to minimum 35 funtów. Przy zamówieniu wybieramy rodzaj koszulki (męski lub damski) oraz jej rozmiar. Zawartość pozostaje zagadką do dnia otrzymania przesyłki. Nie namawiam, nie zniechęcam - nie jest to wpis mający na celu reklamę. Jeśli chcecie też sobie sprawić taki prezent, to odsyłam Was tutaj.

W końcu mogę przejść do tego, co jest najważniejsze - czyli zawartości. Na pierwszy ogień idzie kultowa postać z filmu "Pogromcy Duchów" - Slimmer. W latach dziecięcych strasznie się jarałem tym filmem i Slimmer - obok Piankowego Marynarza - był dla mnie najbardziej charakterystycznym duchem z tego dzieła. Straszydło otrzymałem w wersji pluszowej. Prezentuje się naprawdę zacnie i - co bardzo istotne - jest to produkt licencjonowany!
Na szczęście to nie koniec, a dopiero początek. Kolejnym elementem zestawu jest film V/H/S/2 na płycie DVD. Totalnie nie mój klimat. Nie oglądam horrorów, więc będzie gdzieś leżał w kącie. No ale - kto wybrzydza, ten nie...
 
Lecimy dalej. W pudełku znalazłem też komiks "Empress" Millara i Immonena. Millara bardzo sobie cenię - w szczególności za Kick-Assa. Jest to pierwszy zeszyt serii. Cena okładkowa? 3,99 $. W tej edycji boxa można było również trafić na pierwszy numer Poe Damerona. Też bym nie wzgardził, lubię Gwiezdne Wojny.

Myślicie, że już jesteśmy na mecie? A skąd! Teraz ukłon dla fanów DC Comics - figurka Kidrobot zapakowana w blindbox. Kiedyś kupiłem sobie we Francji coś takiego, ale z licencją South Parku. Opakowanie prezentuje się wyśmienicie!
Jesteście ciekawi, na którą postać trafiłem? Ja też;)
Po uporaniu się z woreczkiem ujrzałem TEGO GOŚCIA!!!
 
Mniamuśny jest ten Flash! Ma ruchome łapki i obraca mu się główka. Będzie wspaniałym półkownikiem (pisownia celowa - od półki, na której będzie stał i zbierał kurz). Jednak to nadal nie koniec! Teraz coś dla miłośników Doctora Who - nigdy tego serialu nie oglądałem, więc nie wiem czym jest ów przyrząd. Wiem za to, że można było również natrafić na podobne ustrojstwo, którego używał Doctor numer dziesięć. Swoją drogą - tym się kogoś kaleczy? Wykonuje kolonoskopię? Mile widziane odpowiedzi.
 
Na sam koniec zostawiłem najsmaczniejszy kąsek. Nie jestem córką byłego premiera, ale nie omieszkam się polansować w takim właśnie stylu! W sam raz na premierę zbliżającego się wielkimi krokami "Civil War". TA-DAAAA!!!


I jak Wam się podoba zawartość My Geek Box? Warto czy nie? Uważam, że w cenie niższej niż 60 złotych zakup jest bardzo trafiony. Tak na dobrą sprawę w takiej cenie kupuje się koszulki. Cena nominalna to nieco ponad 90 złotych. Według mnie też uczciwie - pod warunkiem, że zawartość mi podpasuje. Jednak trochę głupio jest wyrzucić stówkę na pudełko niepotrzebnego stuffu.

1 komentarz:

  1. Też się skusiłem i... nie żałuję. Mnie się trafił jakiś inny gadżet z Doktora Who, figurka Supermana (heh, też ma czerwony nosek) oraz komiks Star Wars.
    Szkoda, że tak atrakcyjna cena dotyczy tylko pierwszego zamówienia.

    OdpowiedzUsuń