niedziela, 5 marca 2017

Logan - recenzja filmu!

Jakiś czas temu postanowiłem, że nie będę się napalał na jakiś film po obejrzeniu zwiastunów. Nawet gdyby to były najlepsze zwiastuny, jakie do tej pory widziałem. Niestety nie udało mi się dotrzymać danej sobie obietnicy, bo w kinach zagościł trailer Logana, który wprowadzał zagadkową atmosferę, a muzyka Johnny'ego Casha hipnotyzowała i powodowała melancholijny nastrój. W międzyczasie pojawiały się informacje, że będzie to pożegnanie Hugh Jackmana z jego komiksowym bohaterem i że film będzie nawiązywał do komiksu Staruszek Logan. Co się sprawdziło, a co niekoniecznie? I jaki Logan jest naprawdę? Zaraz się dowiecie i poznacie moje zdanie na ten temat.


W pierwszych recenzjach pojawiła się istotna informacja - jest to film drogi. Jednak jeśli ktoś spodziewa się tempa, które towarzyszyło podróży Toma Hardy'ego w filmie Mad Max: Na Drodze Gniewu może się zaskoczyć. Logan to nie szalona ucieczka, a raczej podróż ku nieznanemu. Droga do celu, którego nie ma. Trzej główni bohaterowie to - oczywiście - tytułowy Logan oraz Charles Xavier i Laura. Ta ostatnia jest komiksowym następcą Wolverine'a - X-23. Akcja dzieje się w roku 2029. Logan jest taksówkarzem, który spuści czasem komuś krwawy łomot, ale starzeje się, a jego zdolności regeneracji nie mają nic wspólnego z latami świetności. Profesor X stał się niedołężnym starcem z demencją i - niepilnowany - potrafi mieć ataki choroby, które niosą fatalne skutki dla najbliższego otoczenia. No i jest jeszcze wspomniana Laura - mała mutantka wychowana w laboratorium, która jest miniaturową wersją Wolverine'a. Kiedy losy dawnych przyjaciół splatają się z losami dziewczynki zaczyna się wariacka ucieczka, która momentami jest nieco przewidywalna, ale dzięki kilku nieoczekiwanym zwrotom akcji śledzi się ją z wielkim zaangażowaniem.


Nie ukrywam tego, że Wolverine jest jedną z moich ulubionych postaci z komiksów Marvela i bardzo ubolewałem nad tym, że dwa pierwsze solowe filmy z jego udziałem były po prostu kiepskie. Zmarnowanie potencjału historii nawiązujących do Weapon X i Wolverine'a Franka Millera było strzałem z liścia w policzki fanów. Na szczęście w przypadku Logana powiedzenie "do trzech razy sztuka" się sprawdziło i w końcu otrzymujemy film z kategorią R, który jest krwawy, brutalny, ponury i szalenie melancholijny. Hugh Jackman jest autentycznie przygnębiony, na jego twarzy widać zmęczenie długim życiem i w tej roli wypada do bólu autentycznie. Patrick Stewart świetnie wrócił do roli Charlesa Xaviera. Jednak chyba największe brawa należą się młodej Dafne Keen - odtwórczyni roli Laury. Dziewczynka wydaje się być wręcz autystyczna, jest kompletnie wyalienowana, a gdy nagle okazuje się, że umie mówić, wychodzi z niej gorący latynoski temperament. Scena "pyskówki" przypominała mi kłótnie Penelope Cruz w Vicky Cristina Barcelona.


Logan trwa grubo ponad dwie godziny i nie nudzi. Nie ma momentów, w których chce się odruchowo spojrzeć na zegarek. Ujęcia są rewelacyjne - ataki z wyskoku Wolverine'a i jego małej towarzyszki wyglądają wprost wspaniale i chce się widzieć ich na ekranie jak najwięcej.  Realizacja scen walki na szczęście nie ociera się o kicz, co miało miejsce w poprzednich odsłonach przygód Rosomaka. Muzyka świetnie komponuje się z tempem akcji na ekranie. Pod kątem technicznym nie mam temu filmowi absolutnie niczego do zarzucenia. 


Smuci jedynie śmierć jednego z głównych bohaterów. Była taka... Nijaka. Nie chcę Wam zdradzać o kogo chodzi. Zobaczycie sami i ocenicie po swojemu. Jest to chyba jedyny minus, który udało mi się dostrzec w tej produkcji. Scenariusz jest bardzo dobry, film jest utrzymany w bardzo poważnym tonie i w ogóle nie jest produkcją superbohaterską. To połączenie dramatu ze świetnym filmem sensacyjnym. Z takim samym zachwytem oglądało mi się Mrocznego Rycerza. Strasznie żałuję, że to ostatni występ Hugh Jackmana w roli najbardziej rozpoznawanego mutanta z uniwersum Marvela. Uważam, że wybór tego aktora do roli Wolverine'a był tak samo idealny jak wybór Roberta Downeya Juniora do roli Iron Mana. Jackman nie grał Logana. On nim był.


Logan w moim osobistym rankingu filmów o superbohaterach może rywalizować o pierwsze miejsce ze wspomnianym już Mrocznym Rycerzem. Spowodował, że już tęsknię za postacią Wolverine'a. Jednak wysoka ocenia nie jest spowodowana tęsknotą, a jedynie ogromnym wrażeniem jakie wywarł na mnie ten film i z pełnym przekonaniem zasługuje na:

9/10

W tym miejscu chciałbym tylko rzucić taki jeden temat - po co dubbingować film, który jest dedykowany dla pełnoletniego widza? W Cinema City w Katowicach na Gliwickiej Logan z napisami jest dostępny dopiero od godziny 18:00. Na szczęście jest jeszcze sala IMAX, w której pojawia się tylko wersja z napisami i jest dostępna cały dzień. Ale dubbing? Dystrybutorze, zlituj się...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz